Podsumowanie 2012 - cz.II
Link 23.03.2013 :: 12:15 Komentuj (0)
Witajcie,

Za oknem śnieg... jak to mówią piękną mamy zimę tej wiosny ;) Od rana byłyśmy z Panią oraz Agatą z Kejsi i Flaffy na spacerku... a teraz czas na drzemkę :D
Przypomniało nam się jednak, że jeszcze nie wszystkie części z "podsumowania roku" się pojawiły, więc trzeba to nadrobić, póki nie będzie kolejnych zielonych zdjęć. Niech te kilka poniższych ujęć Was rozgrzeje oraz wypędzi tą zimę na kolejne pół roku.

Uśmiechnięta :)


Polkowy zaciesz... czyli "zobacz, mam kijka"


Zielono mi...


Wspólna "ustawka"


Z cyklu "spotkania" - Ciapek u Elzy


Z odwiedzinami u ...


Emmy :) (jak jeszcze była mała)


Rodzinnie... czyli hodowlanie ;)


A to już latem... Polkowy profil...


I ponownie radosny cavalier na zielonej łące :)


I od razu cieplej się zrobiło, prawda :)

Fotograficzne podsumowanie 2012 - cz. I
Link 30.01.2013 :: 22:27 Komentuj (5)
Witajcie :)

Pani ostatnio spojrzała na bloga... tak, tak... naszego!!! Przypomniała sobie, że istnieje... Pfff... Jak go tak zaniedbuje, to niech się nie dziwi, że tu takie pustki są... Bo jest pusto... Tak straszliwie... Nikt mnie nie ogląda... A Pan porobił mi i Polce takie ładne zdjęcia w tym roku. Sami zobaczcie :)

Postaramy się przypilnować Panią, by zamieściła całą III-częściową kolekcję najlepszych ujęć 2012 roku :) A potem będzie niespodzianka :D Mam nadzieję, że będą wytrwali... i się doczekają ;)

No to ruszamy! Dzisiaj na tapecie przedwiośnie i wiosna 2012 :) Pogoda prawie jak dzisiaj... mokro... brrr... tego porządne cavisie takie jak ja absolutnie nie lubią... A Pan wiedząc, że ja takiej pogody nie lubię, nie robi mi wtedy za bardzo zdjęć. I dobrze! Przynajmniej mam szansę wygladać jak caviś, a nie jak zmokła kura ;)

Na szczęście było również wiele suchych dni... oraz wiele spacerów. Głównie w lesie :)





Był czas na portrety...









Poszukiwanie wiosny



I skoki z radości, że nadchodzi ;)



Polkowe miny...







Ciapkowe zachody słońca :)



A potem zrobiło się zielono...

Wyczekany urlop...
Link 14.11.2012 :: 21:42 Komentuj (2)

.... i wyczekany wpis...

Pani nas strasznie zaniedbała, co nie? Zdjęcia Pan robi... Pani je nawet czasami do naszego albumu na FB wrzuca... a tu? posucha... No to musiałam wziąć sprawy w moje łapki... przychodzę do Pani... wyczekuję aż mnie weźmie na kolana (czyt. wypiszczam lub sama się na nie łapkami pakuję)... i jak już jestem na poziomie płaskiej blachy to mówię "Weź się w garść Kobieto! Przed Tobą znowu cała masa roboty... Za Tobą też... Ale jak nie napiszesz nic na naszym blogu, to zaraz nikt go nie będzie odwiedzał... O ile w ogóle ktoś go ogląda..."
No i zadziałało :D Jestem wielka :) W serduszku ;)

Wyczekany urlop miał miejsce pod koniec października... Państwo spakowali nas w samochód (nas jest pojęciem bardzo szerokim - bo obejmuje również nasze kocyki, zabawki, smakołyki, jedzonko z miskami... no i nas w oprzyrządowaniu spacerowym). Jechaliśmy całkiem długo i jak dojechaliśmy było już ciemno... Wypakowaliśmy bagaże, włączyliśmy ogrzewanie i ruszyliśmy na spacer :) Taaak... to jest to, co my lubimy :D

Wiało... nawet całkiem mocno... Było ciemno... nawet całkiem ciemno... I była latarnia... i promenada bez ludzi... i mnóstwo zapachów :) Potem wróciliśmy do domku spać...

Następnego dnia... spacerek :) Czyli to co pieski lubią najbardziej :D Niestety na smyczach, bo Pola postanowiła raczyć nas swoją "kobiecością" przez cały urlop... Za to w parku... w dywanach liści... Taaak... ścieżka zdrowia to jest to :D

Po spacerku Państwo zostawili nas w domku, poszli na obiadek zabierając ze sobą aparat. My sobie smacznie odsypiałyśmy po to, by jak wrócą poprosić o kolejny spacerek :D Niestety w tym czasie robi się coraz szybciej ciemno... Wieczory Państwo spędzali nad jakimiś grami... nie grali z nami, tylko ze sobą... Używali jakiś dziwnych kostek i kart... i jakieś kolekcje budowali... A potem szli spać... Pan wstawał wcześnie rano... bo przecież urlop jest również od tego, by realizować swoje pasje :) No i Pan wstawał na wschody słońca... Zabierał aparat i statyw... i znikał na 2 godziny. My w tym czasie sobie smacznie spałyśmy z Panią :D

I takie to mieliśmy wakacje nad morzem :) Spacerki... liście... słońce i wiatr... Zobaczcie :)





Nasza Pani :)


Przed wschodem...






Złota polska jesień...


Człowiek... eeee... pies z liściem na głowie ;)


My... czyli grzeczne pieski :)


Polka...


Fontanna jesienią :)


Można się było nawet opalać :D


W trójkę :) (albo i czwórkę - bo Pan po drugiej stronie :) )


Pan i jego cień...


Latarnia w Kołobrzegu


Zachody słońca...




Błogie lenistwo :D


A gdy jedni śpią... inni fotografują :)












Podobno w tym czasie padał śnieg... nie u nas :D


Improwizacja z Polką w motywie głównym...


Szukam, szukam... aż znajdę :)


Patyczek jest... zaciesz jest :D


Szczęśliwy springer...


Spokojnie... i błogo...


Z jęzorkiem...


Artystycznie :)


Wariatkowo na plaży


Złapię Cię! Złapię!!


Uuuups...


Na plaży... na plaży fajnie jest :D




Szczęśliwa


Na pamiątkę - Polka :)


I Ciapek :)


I nasza "bajkowa" kraina :)


Dziękujemy :)

Póki jesień była jesienią
Link 15.01.2012 :: 21:24 Komentuj (2)
Dawno nas nie było... Biało się zrobiło za oknem i niestety futerko mokre wraca do domu... Mokre wracało już przez ostatnie parę(naście) dni, gdy niby była zima, a wyglądała jak jesień... ale jesień bura i ponura...

Dlatego też trzeba wracać do chwil, gdy jesień była jeszcze jesienią, a las mienił się wieloma barwami (czyli tym, co lubi Pan Fotograf) oraz wieloma zapachami (czyli tym, co lubimy my - psy). W jeden z takich właśnie dni wybraliśmy się psią trójką - czyli ja, Pola i Fido oraz nasi Państwo na spacer :) Było to listopad, więc niestety wiele Wam nie opowiem, jak to było, ale mogę pokazać :D

Zapraszam :)

Fido profilowy ;)




Nasza trójka


Fido prawie jak z "fisza"


Ja w kolorach jesieni...


Polkowy profil




I jeszcze raz Fido :)


Ciapkowy kamuflaż :)




I to na dzisiaj :)

Urlopu ciąg dalszy - czyli spotkanie z Lorą :)
Link 26.11.2011 :: 14:13 Komentuj (2)
Witajcie po dłuższej przerwie...

Pani co chwilę narzeka na brak czasu, więc próbujemy ją zmobilizować, by chociaż tak po troszeczku dodawała... zwłaszcza, że aż tak dużo niestety nie ma dodania... Na dworze zrobiło się szaro i zimno... Pan coraz rzadziej bierze aparat na spacery, bo twierdzi, że tło niezbyt ciekawe... To i mniej jest zdjęć do wstawiania na bloga... Ale może skoro zdjęć plenerowych nie będzie, to coś ze studia się znajdzie? Poczekamy... zobaczymy...

Póki co - dzisiaj zaległe zdjęcia urlopowe :) Czyli Lora w roli głównej :) Lora to taka springerka prawie jak Pola - tzn jest od Poli młodsza, mniejsza i chyba jeszcze bardziej zakręcona... no i nie jest wątrobiana ;) Tylko tak jak ja - biało-ruda :) Z Lorą i jej Panią spotkaliśmy się na spacerku w Myślęcinku. Byłoby super, gdyby nie fakt, że Pola miała w tym czasie cieczkę i w połowie spaceru przyplątał się do nas jakiś obcy piesek... W takich warunkach Państwo nie chcieli nas za bardzo luzem puszczać, a cóż to jest za spacer w większym psim towarzystwie, jak nie można się pogonić, czy też wspólnie pobiegać za rzucanymi patyczkami... Co prawda nasza znajomość z Lorą nie była aż tak "zaawansowana", by się wspólnie gonić, ale może podczas kolejnych spacerków będzie już lepiej :)

A jak było dokładnie - oto zdjęcia :)

I główna bohaterka - Lora i jej różne oblicza :)



Co mi zrobisz, jak mnie... ?


Czujna...


Z patysiem...


I jego końcówką... ;)


Kolejny - wyśmienity...


I brykamy :)










Pola też tam była... i brykała... i się bawiła ;)



A gdybyście zapomnieli, jak ja wyglądam (jak słodko oczywiście ;) )





A następnym razem... (kiedy to będzie? ;) )

Ekstremalny urlop :)
Link 10.09.2011 :: 19:00 Komentuj (0)
Uff... w końcu przyszedł czas, że Państwo mieli czas tylko dla nas :) Oznacza to mniej więcej to, że razem z Polą troszczymy się, by jak już są w domu od rana do wieczora... to conajmniej 90% tego czasu poświęcali nam :) No dobra - może być i 70%... 50% w ekstremalnych sytuacjach też jest do zaakceptowania... Na przykład taka oto sytuacja...

Państwo mają urlop... by nie wyjeżdżać za daleko... a jednocześnie wyjechać z domu... pojechaliśmy na kilka dni do Bydgoszczy do rodziców Pana :) Tam... Państwo na prawdę chcieli dostarczyć nam ekstremalnych przeżyć i ... prawie codziennie spotykaliśmy się z różnymi psami... Najpierw był spacerek w gronie Cavisiowym... potem z Vanilką... potem szkolenie w Dobrym Piesku... i jeszcze potem spacerek z Lorą... Ach... jak było fajnie :)

Możecie się więc zapytać - cóż w tym ekstremalnego? Ano... dla Poli każde takie wyjście było okraszone na pewno sporą dawką emocji... dla mnie oczywiście też, ale nieco innych ;) Najbardziej pamiętnym spotkaniem, było spotkanie z Vanilką :) Dlaczego? Otóż popatrzcie na zdjęcia...

Najpierw Vanilka i jej Pani :)











I Pola z Panią :)



I ja - jak zawsze uśmiechnięta :)







A co w tym ekstremalnego? Ano popatrzmy na Polę...



I jej uszy...



No właśnie... rzepy... rzepy... rzepy... były wszędzie... I na uszach... i przy łapkach... i na portkach... I Pani wieczorem chciała je wszystkie z nas wyciągnąć... :( Koszmar... w takich chwilach z całą pewnością wystarczy mi, jak poświęca mi te 5% swojego czasu, które jej starcza na przyszykowanie nam jedzonka...

I nawet nie dałyśmy rady zobaczyć, jak piękny był wtedy zachód słońca...



Póki jest zielono...
Link 27.08.2011 :: 22:30 Komentuj (0)
... to Państwo chętnie z nami wyjeżdżają w różne miejsca. Tym razem - po raz kolejny tego lata - zagościlismy na poznańskiej Cytadeli :) Tak więc, co tu dużo pisać... było sporo biegania... i za piłeczką... i za frisbee... co bardzo mnie i Polę cieszyło :) no i było trochę posłuszeństwa... co pewnie bardziej cieszyło Panią ;)

Zaczniemy od tej części przyjemniejszej dla Pani ;)











A teraz coś fajnego i dla nas :)









I coś ładnego dla każdego :D











I "słodki" bonus :)



No dobra - żeby nie było - Pani nam stosowała przyjemności naprzemiennie - czyli - ćwiczymy i piłeczka... skupiamy się i smaczek... frisbee... i odpoczynek :)

Springer pływać potrafi :)
Link 21.08.2011 :: 20:00 Komentuj (0)
Uff... doczekałam się... kolejnego bardziej "mojego" wpisu :)

Lato mamy w pełni... jest cieplutko... czasem aż za bardzo... Więc póki jest ciepło, to my sobie grzecznie z Ciapkiem siedzimy w domku i czekamy aż Pani wróci z pracy. Potem krótka rundka po ogródku... i szybko do domku, by odpocząć... Co prawda niektórzy gdzieś tam narzekają, że tak i tak mało słońca tego lata, ale ja nie mam pojęcia o czym oni tak rozprawiają (bo poprzedniego lata to za bardzo nie pamiętam ;) ) Poza tym jak jest ciepło to nic się nie chce... ani nam... ani Pani tym bardziej ;)

Lato zmobilizowało co prawda Panią do jednej rzeczy - postawiła sprawdzić, czy umiem pływać... Jak dobrze, że przy pierwszych próbach Pan nie miał aparatu, bo ja nie wiedząc o co Pani chodzi, nauczyłam się, że w wodzie zanurza się łapki... po czym sprawdza się pyszczekiem, co też rośnie na brzegu... Po kilku próbach byłam jednak trochę zamulona... co niekoniecznie podobało się Państwu... Wymyślili więc "sposób na szyszkę"... Bo wiecie, szyszka to jest takie małe coś, co się bardzo fajnie goni... albo obgryza... albo najlepiej najpierw goni, a potem obgryza :) Państwo sobie więc wymyślili, że jak rzucą mi szyszkę do wody... to ja za nią na oślep skoczę... No i nie pomylili sie zbytnio... póki szyszka była blisko :) Wtedy ja szybciutko próbowałam do niej podbiec, zamaczając przy okazji brzuszek, potem grzbiet... a potem to nawet moja głowa robiła się z tego wszystkiego mokra... Ale jak tylko czułam, że i tak do niej nie podbiegnę... to czekałam na kolejny rzut... bo przecież w lesie nad jeziorem szyszek jest całe multum :D

Nadszedł jednak taki dzień, kiedy Pani stwierdziła, że skoro jestem springerem, to jednak wypada, bym jednak pływała... Sama przy okazji postanowiła też popływać, skoro pogoda była bardzo ładna, woda cieplutka... i Pan przyjechał wystarczająco szybko, by nam potowarzyszyć :) Tak więc wybraliśmy się całą czwórką nad jezioro :) A efekty zobaczcie poniżej :)

Hmm.. czyżby to była...? :)


Tak, już tu jestem i czekam...


Ale ja nie umiem pływać...


Czy ktoś mi tutaj pomoże?


A może tam?


Na brzegu... ale tylko przez chwilkę :)


Ciapek nie lubi wody...


Za to uwielbia chodzić po drzewach...


Zwłaszcza, gdy ja i Pani pływamy... a ona chce się do nas dostać...


Na szczęście Pan jest na brzegu, więc jest do kogo wrócić :)


Z patyczkiem


Szukając "żyjątek"


Gdzie ja jestem?


Na brzegu... w słoneczku... fajnie jest :)


A tego zagadka - co chce Ciapek?


A ja? Ja płynę...


I płynę...


I jeszcze dalej...


Ale czekajcie... chyba muszę wrócić?


Kto w przeciwnym razie... będzie na zdjęciach następnym razem? Samemu Ciapkowi było by zbyt nudno... Więc jeszcze chwilkę sobie popływam... o tu... i tutaj... i może jeszcze chwileczkę...

Ale na następny wpis obiecuję już wrócić :)


Cytadela po raz kolejny :)
Link 20.06.2011 :: 21:00 Komentuj (2)
Skoro mamy lato, to znaczy, że i mamy więcej ruchu :) Pani postanowiła sobie, że spróbuje zrobić z nas chociaż trochę sportowe psy, jako że i spaniele przecież potrafią się ruszać... No nie wiem, jak jej to wyjdzie... ale ważne że się stara... My z Polą specjalnie jej tego zadania nie utrudniamy :) A nawet jak od czasu do czasu zobaczymy mały biały (lub kolorowy) talerzyk, to staramy się ze wszelkich sił... by go oczywiście złapać i ... pożreć (w moim przypadku) ... oddać Pani (w przypadku Poli). Tak więc jak nietrudno się domyślić - kolejny wpis pod tytułem - spanielki i frisbee :D (no i Pani się załapała na kilku zdjęciach również :) )

Mamy nadzieję, że wszystkim się spodoba :)

Gonię Cię...


I kiedyś w końcu Cię złapię...


No nie... znowu się nie udało...


A jednak :D


Pola łapie...




I oddaje...


Po czym Pani się cieszy... że i ona ma talerzyk :)


Ach... coś smacznego czuć w powietrzu...


A ta nadal biega... i biega :) Cała zadowolona... Cała Pola...


I to na dzisiaj :)



Urodzinki :) Czyli Smoczki mają roczki :)
Link 13.06.2011 :: 00:00 Komentuj (0)
Dziś jest mój dzień :)
Tak, tak - dzisiaj moje rodzeństwo i ja obchodzimy roczek bycia na tym świecie :) (Przy okazji - wszystkiego najlepsiejszego dla braciszków i siostrzyczek oraz mamusi psiej i ludzkiej za to, że dzieki niej możemy być tam gdzie jesteśmy :)) Z tej okazji Ciapek pozwoliła mi na wpis na blogu - taki poświęcony tylko i wyłącznie mojej smoczej osobie... A skoro smoczej, to i latającej :) Więc dzisiaj będą zdjęcia latającej Poli, a dokładnie mały pokaz umiejętności. Zdjęcia zostały wykonane 2 tygodnie temu na poznańskiej cytadeli. A dlaczego tam?

Otóż dwa tygodnie temu były zawody DCDC we Wrocławiu. I moja Pani bardzo chciała tam pojechać... Ale że samochodem Pan jechać nie chciał, to Pani dogadała się z Asią i jej Mamą, ustawiła budzik na godz.3.30, po czym rano szybko spakowała co trzeba, wzięła moją (tzn tylko moją) smycz wraz ze mną na jej drugim końcu i ruszyłyśmy :) Rano jeszcze nie przypuszczałam, ile nowych rzeczy poznam tego dnia...

Pierwszą nową rzeczą był nowy samochód - tzn taki, którym jeszcze nie jechałam... Ponieważ do Poznania jechaliśmy samochodem Asi rodziców (razem z Asią, Asi Mamą i Lakim). Droga była w miarę spokojna, ale ja cały czas czuwałam... W Poznaniu zaparkowaliśmy przy dworcu i Pani założyła mi takie dziwne coś na pyszczek... Bardzo mi się to niepodobało i próbowałam ściągnąć, ale Pani mówiła, że szybko musimy tylko przejść przez dworzec, dotrzeć do pociągu i znaleźć przedział... Nie wiem, o co jej chodziło, ale ponieważ była równie zdenerwowana co i ja, to postarałam się być grzeczną dziewczynką...

Na szczęście znaleźliśmy pusty przedział i w pociągu Pani oswobodziła mój pyszczek... Potem jechaliśmy bardzo, bardzo długo... Ja sobie spokojnie spałam, ponieważ skoro Pani była obok, to nawet ta pierwsza jazda nie była taka straszna... A potem przesiedliśmy się do samochodu (ponieważ było nas sporo, a samochód tak i tak był wypełniony, to ja i Laki zostaliśmy posadzeni w bagażniku. Cały czas widziałam moją Panią, ale tak i tak było to dla mnie coś nowego...

Tym samochodem dotarliśmy do wielkiego parku... A w tym parku za chwilę miały się zacząć zawody... Wszyscy biegali i ćwiczyli rzuty dekielkami... Pani chodziła naokoło i starała się coś nagrać... A do mnie po pewien czas ktoś podchodził i mówił, że mnie pamięta ;) Takie to dziwne uczucie, bo ja nie pamiętałam i nie znałam tam nikogo poza Panią, Asią i jej Mamą... Ale może mam słabą pamięć?... Potem razem z Panią trochę pobawiłyśmy się ringiem i pożyczonym od Asi dekielkiem i było super :) Jak byłam zmęczona, to kładłam się obok naszych bagaży (w końcu chociaż jeden pies powinnien stróżować :)) I tak upłynęło kilka godzin...

Późnym popołudniem wracaliśmy na dworzec, by dotrzeć do domu... I wtedy pierwszy raz jechałam tramwajem (co prawda znowu w tym dziwnym czymś na pyszczku, ale ogólnie byłam podobno dzielna). W pociągu spałam przez całą drogę jak zabita (tzn wszyscyśmy tak spali), a na dworcu w Poznaniu już czekał na nas Pan i Ciapek :) Jupii!! Wreszcie u siebie!! Pożegnaliśmy się z Asią i jej Mamą, podziekowaliśmy na wspólną wycieczkę i ruszyliśmy w swoją stronę...

No i jak się okazało niekoniecznie do domu... Ponieważ nocowaliśmy w Poznaniu u Pani brata, bratowej, bratanka i siostry... Uff... spamiętałam... No i dlatego właśnie dodam zdjęcia z Cytadeli :) Jak już byliśmy w Poznaniu, to w niedzielę Pan i Pani zabrali nas na Cytadelę, byśmy mogły trochę pobiegać, pozwiedzać nowe miejsce (poprzednio był tam śnieg, więc i zapachy się zmieniły) i być może poznać nowe psy... Jak nietrudno się domyślić, my bardzo lubimy wszelkie spacerki i tym razem grzecznie pozowałyśmy :) I tak właśnie mamy pamiątkę przed-roczkową :)

Zapraszam do oglądania :) Oto pokaz Polkowych umiejętności w wieku 11,5 miesiąca :)

Uwaga, nadbiega kijek!!


Grawitacja nie istnieje - przynajmniej w przypadku springera :)


Potrecik...


Wystawowo... postawa...


i w ruchu...


To również super zabawa dla mnie i dla Pani :)


A teraz zabawa z ringiem :)


Slalom między nogami...


Ciąg dalszy...


I jeszcze raz...


Pogoń... za nagrodą...


Czekam na następne zadanie...


I w powietrze...


Złapałam :D


Lecę?


Springer - pies dla przestworzy :)


No i jakaś głupia mina czasem się przydarzy...


Pani uczy mnie nowych rzeczy...


I przerwa na sesję portretową na łonie natury - razem z Ciapkiem :)


I trochę "samego" Ciapka


Czyżby coś wywąchała?


W postawie...


I z uśmiechem...


Ponownie razem :)


A teraz czas na trening z Panem :)


I na tym kończymy...

Dziękujemy wszystkim tym, dzięku którym ten weekend był taki niezapomniany dla nas - Asi, Asi Mamie, Pani Meggie, która nas podwiozła z dworca, wszystkim spotkanym osobom we Wrocławiu oraz panom konduktorom, którzy przymykali oczy na brak tego czegoś na moim pyszczku, gdy jechaliśmy pociagiem :) I oczywiście tym wszystkim o kim zapomnieliśmy, by tu osobno podziękować :) Do zobaczenia!!


powered by Blogi i Fotoblogi